Aktualności

2018-06-18

Dwa razy podium na Dolnym Śląsku

Za nami udany weekend z dwoma klasykami z kalendarza UCI. Grand Prix Doliny Baryczy obejmowało w tym roku sobotni wyścig w Żmigrodzie i niedzielny w Miliczu.

W sobotę Mateusz Komar był bardzo blisko zwycięstwa. W końcówce został w trzyosobwej grupce, ale ostatecznie musiał zawodolić się drugim miejscem. Zwyciężył Łukasz Owsian (CCC Sprandi), a podium dopełnił Marek Rutkiewicz (Wibatech 7R Merx).

Tak wyścig komentował Mateusz Komar: Już od startu wyścig był bardzo dynamiczny. Właściwie od piątego kilometra byłem z przodu. Najpierw w większej grupie, również z Mateuszem Nowaczkiem. Ale nie wszystkim pasował ten układ, po przetasowaniach została siódemka, a wreszcie na dwie rundy do mety trójka: ja, Marek Rutkiewicz i Łukasz Owsian. Dla mnie była to naprawdę dobra sytuacja, do mety nie było już skoków, szliśmy full gas. Czułem się pewnie. Oczywiście, po całym dniu w ucieczce trzeba się liczyć z tym, że nie tylko sprinterskie umiejętności mają znaczenie, ale miałem w głowie, że jeśli przyjedziemy we trójkę na finisz to jestem z nich najszybszy. Na 200 metrów do mety, w ostatnim zakręcie Markowi Rutkiewiczowi przeskoczył łańcuch lub uślizgnęło mu się koło. Byłem tuż za nim i musiałem wyhamować. Sytuację słusznie wykorzystał Łukasz Owsian i sięgnął po zwycięstwo. Nie chcę się usprawiedliwiać, bo bardzo zależało mi na wygranej o miałem dogodną sytuację. Drugie miejsce cieszy, ale nie w pełni.

Dzień później z dobrej strony pokazał się Adrian Banaszek, który w Miliczu wywalczył trzecie miejsce. Lepsi byli tylko Kamil Małecki (CCC Sprandi) i Marek Rutkiewicz (Wibatech 7R Merx).

Na mecie Adrian Banaszek podsumował: Mam duży niedosyt, bo czułem się dzisiaj naprawdę świetnie. Wyścig był mocno dynamiczny. Ostatecznie byłem w grupie, która miała między sobą walczyć o zwycięstwo. Na około 6 km do mety odjechali Kamil Małecki i Marek Rutkiewicz. Nie bardzo miał kto za nimi gonić. W naszej grupie zawodnicy CCC skupili się na pilnowaniu Maćka Paterskiego, wykorzystałem to, wszedłem jako pierwszy w ostatni zakręt na 200 metrów do mety i najszybciej z tej grupy zafiniszowałem. Prowadząca dwójka dojechała kilkanaście sekund przed nami. Układ nie pozwolił mi dziś sięgnąć po zwycięstwo, ale cieszy mnie, że dyspozycja idzie w górę i czuję się coraz lepiej.





Wróć

Kontakt